Guns N’ Roses – recenzja filmu „Atomic Blonde”

In Filmy, Recenzje filmów

David Leicht przywrócił wiarę w dobrze zrobione kino akcji, kręcąc dwie części „Johna Wicka”. Film charakteryzował się nowatorskim montażem oraz świetnie ukazanymi scenami walk i zachwycił krytyków na całym świecie. Reżyser nie zmienia kierunku filmowego, w którym czuje się jak ryba w wodzie i kręci „Atomic Blonde”. Czy jego najnowsza produkcja jest warta uwagi?

Charlize Theron wciela się w rolę agentki MI6 – Lorraine Broughton, która zostaje wysłana na misję do Berlina w czasach Zimnej Wojny. Jej celem jest odnalezienie listy podwójnych agentów oraz odkrycie szczegółów zamordowania jednego z agentów. Film zaczyna się od przesłuchania, podczas którego poznajemy szczegóły całej karkołomnej misji. Scena, w której nasza bohaterka jest przepytywana to jedna z niewielu scen, gdzie akcja nie jest naszpikowana pościgami, mordobiciami, czy strzelaninami. Tak, „Atomic Blonde” rzadko korzysta z przerwy na odpoczynek, to jazda bez trzymanki, w której dzieje się naprawdę dużo i to w bardzo efektownym stylu. David Leicht znów zaprezentował montaż, którego doświadczyliśmy w „Johnnym Wicku”. Fantastyczne master-shoty i kręcone na jednym ujęciu sceny walki to uczta dla oka. Kamera skupia się na danej scenie, odnosimy wrażenie jakbyśmy uczestniczyli w całej akcji. Mamy ochotę wskoczyć i pomóc naszej bohaterce, kiedy ledwo słania się na nogach, czy ostrzec ją przed niebezpieczeństwem czyhającym za winklem. Dominuje chaos, to totalna „rozpierducha” i dewastacja wielu elementów otoczenia, jednak czujemy, że to kontrolowany nieład, który sprawia, że nie możemy oderwać oczu od ekranu.  Są również momenty bardzo przewrotne, jak ten w którym jedna z postaci wyrzuca torbę, a kamera odrywa się na chwilę od bijatyki i goni swoim wzrokiem za lecącym przedmiotem. Po chwili szybko wraca do epicentrum wydarzeń, sprawia wrażenie, że popełniła błąd –  ta lecąca torba jest jednak niewarta uwagi i powinna skupić się na czymś innym i ważniejszym. Takich ciekawie pomyślanych zabiegów montażowych w filmie znajdziemy całą masę. A wszystko to idealnie komponuje się ze świetna muzyką lat ’80. 

Atomic Blonde (2017) Charlize Theron

Na seansie doświadczamy zabawy konwencją i mnóstwa przesadzonych scen, więc cały film należy oglądać lekko z przymrużeniem  Sama walka jest realistyczna, krew się leje dookoła, a uczestnicy bijatyk nie są robotami i często są zmęczeni. Jednak te z goła rzeczywiste elementy gładko łączą się z nonsensem i komedią. Widać jak bohaterowie ciężko oddychają, starają się utrzymać na nogach i resztką sił dobić przeciwnika, co jest pokazane w tak umiejętny sposób, że nie sposób się nie uśmiechnąć. Humor w całej historii stanowi ważny czynnik, który poprzez ukazanie absurdalnych scen czy zobrazowanie w krzywym zwierciadle nieśmiertelności niektórych bohaterów wprowadza dużo lekkości. Dzięki zastosowaniu nietuzinkowych zabiegów  „Atomic Blonde” sprawnie lawiruje między komedią a filmem sensacyjnymi, a w rezultacie doprowadza do symbiozy między wieloma gatunkami filmowymi. Wszystko idealnie ze sobą współgra, nie czujemy się potraktowani przez twórców jak idioci. Mamy świadomość, że wszystkie te przesadzone sceny nie są przypadkowe, to wizja reżysera, aby poeksperymentować i to, co w wielu „poważnych” filmach akcji irytuje, tutaj po prostu w inteligenty sposób bawi.  

photo: Techaeris; kadr z filmu „Atomic Blonde

Charlize Theron i James McAvoy to aktorskie perełki tego show. Ta pierwsza perfekcyjnie wciela się w niezłomną, nie pokazującą uczuć, tajną agentkę. Aktorka ma już wprawę w odgrywaniu ról silnych i charakternych kobiet. Ostatnio widzieliśmy ją w roli czarnego charakteru w „Szybkich i Wściekłych”, czy w „Mad Maxie”, gdzie była równie groźna co Max, grany przez Toma Hardego. I tutaj jest niesamowicie wiarygodna, szczególnie gdy widzimy ją w akcji podczas popisów kaskaderskich, które wykonywała bez dublera. Nie przebiera w środkach, ostra jak brzytwa spuszcza łomot swoim wrogom, by po chwili zanurzyć się w wannie pełnej lodu, regenerując się, leczy rany i uśmierzać ból przy szklance wódki. To również blondynka emanująca seksapilem, jej chłodny i tajemniczy wzrok przyciąga uwagę i rozpala zmysły. Jej elegancja towarzyszy nam zarówno przy scenach flirtu jak i również przy sekwencjach walki. To oczywiście kolejny, zamierzony element przesady, bo kto widział, aby tajni agenci tak bardzo się wyróżniali i walczyli w tak niewygodnych strojach? Charlize to potrafi, robi to tak z niesamowitą gracją, że nie wyobrażam sobie nikogo innego w tej roli. 

photo: Spotern; kadr z filmu „Atomic Blonde”

Niestety o niej samej za dużo się nie dowiadujemy, informacje jakie otrzymujemy to jedynie liźniecie historii. Z podobną sytuacją spotykamy się, kiedy na planie pojawia się David Pericval, grany przez McAwoya, który w całej opowieści jest równie ważną postacią. James również wciela się w agenta, działającym pod przykrywką na terenie Niemiec. W odróżnieniu od swojej koleżanki po fachu, która swoim ubiorem zwraca na siebie uwagę, ten idealnie wczuł się w otoczenie. Z wyglądu i zachowania nie różni się zbytnio od innych mieszkańców Berlina. Przyjął role niepokornego Niemca, trudniącym się czarnymi interesami i czuć jego przynależność do tego miejsca. W duecie z zabójczą blondynką to istny zastrzyk adrenaliny, który towarzyszy nam przez cały seans. Mamy poczucie, że to postać kontrowersyjna i nie możemy mu do końca ufać, a  jego sposoby działania w tym fachu są niekonwencjonalne. Nie mniej jednak wzbudza sympatię, a duża w tym zasługa McAvoya, który swoją charyzmą sprawia, że mu kibicujemy. 

photo: Comingsoon; kadr z filmu „Atomic Blonde”

Nie polubiliśmy się jednak ze scenarzystą. Jak sceny walki i ciekawe rozwiązania ogląda się z ogromną przyjemnością, to miałem wrażenie, że fabuła została dodana na sam koniec. Nie oczekiwałem od tego tytułu niesamowitego scenariusza, ale niektóre decyzje naszych bohaterów nie są w żaden sposób zrozumiałe i logiczne. Nie zaskoczę chyba nikogo, że w filmie z tego gatunku prędzej czy później dojdzie do zmiany obozów, czy likwidowania niewygodnych świadków. Do takiej sytuacji dochodzi i tutaj, jednak decyzje te nie są odpowiednio uargumentowane, abym był w stanie uwierzyć w ich sensowność. Nie dostajemy wytłumaczenia tych działań, a kilka twistów w krótkim czasie powoduje brak efektu „wow”. Momenty, które powinny zaskoczyć nie spełniają tej funkcji. Mankamentem są również postacie poboczne, grane m.in. przez Til Schwaigera, Eddiego MarsdanaJohna Goodmana czy Toby’ego Jonesa. Czuć, że potencjał aktorów drugoplanowych został słabo wykorzystany i odczuwamy niedosyt, chciałoby się dużo więcej. To samo dotyczy Delphine (Sofia Boutella), która co co prawda ma więcej czasu ekranowego, ale jej udział i wpływ na fabułę jest znikomy. Jej głównym zadaniem jest pokazanie innej, bardzie ludzkiej strony Lorraine, co jest nieco niepotrzebne. Równie dobrze młodej kobiety mogłoby w tym filmie nie być i obraz by na tym nie stracił.

Twórcy postawili na akcje, akcje i jeszcze raz akcje, bardzo sprawnie oraz oryginalnie przedstawioną. Scenariusz jest tylko dodatkiem, niestety bardzo słabym. To ślepy nabój tej produkcji. Nie mniej jednak „Atomic Blonde” wyróżnia się na tle innych „akcyjniaków” i przynosi frajdę podczas oglądania. Fani efektownych walk wręcz, strzelanin i pościgów powinni być zadowoleni. Ahhh, no i ta Charlize… 

 

Ogólna Ocena

70 %
70%

Atomic Blonde - recenzja filmu

You may also read!

Seriale z motywem końca świata

Myśleliście kiedyś o tym, jak mógłby wyglądać koniec świata? Podejrzewam, że większość z was chociaż raz w swoim życiu

Read More...

Filmoholicy #1

Zapraszamy do nowego cyklu Zkina.pl! Nasi redaktorzy: Marcin i Kuba ruszają z podcastem pt. „Filmoholicy”. Będą dyskutować o flmach,

Read More...

5 seriali, które anulowano za wcześnie

Kiedy zaczynamy oglądać serial, który nam się podoba, żyjemy z nadzieją, że po jednym dobrym sezonie możemy spodziewać się

Read More...

Mobile Sliding Menu