Dorociński na wiecznej bombie, czyli recenzja filmu „Małżeńskie porachunki”

In Filmy, Recenzje filmów

Duński reżyser, twórca horroru „Kronika Opętania” oraz mrocznego thrillera „I zbaw nad ode złego”, Ole Bornedal bierze tym razem na warsztat inny gatunek i zatrudniając Marcina Dorocińskiego kręci czarną komedię. Dawno nie było na polskim rynku dobrej duńskiej produkcji, nakręconej w luźnym tonie. Czy „Małżeńskie porachunki” oferują poziom „Jabłek Adama” lub chociaż „Szefa wszystkich szefów„?

Film zaczyna się niepozornie. Mamy dwa małżeństwa… niezbyt szczęśliwe małżeństwa. Tak w zasadzie to z miłości między współmałżonkami pozostało niewiele. I jedno i drugie boryka się z podobnymi problemami. Tym razem nie są to pieniądze, ale kłopoty, które przychodzą z wiekiem… tak, chodzi o seks. Mężczyźni chcieliby więcej, a kobiety… no cóż, wolą w tym czasie udać się na zajęcia z yogi z przystojnym trenerem i jednocześnie wychwalać go pod niebiosa przy swoich partnerach, którzy po prostu stali się nudni i nieatrakcyjni. Rutyna wkradła się w ich związki i nawet terapie małżeńskie nie pomagają, nie wspominając już o zwyczajnym dogadywaniu się. Wszystkim lepiej żyłoby się osobno, no ale rozwód też nie wchodzi w grę, bo dla mężczyzn jest to totalnie nieopłacalne i zbyt dużo swoich oszczędności by stracili podczas rozprawy. Co więc Ib (Nicolas Bro) i Edward (Ulrich Thomsen) postanawiają zrobić? Upić się i zatrudnić rosyjskiego mordercę do zlikwidowania swoich „ukochanych”. Niesamowite, ile w dzisiejszych czasach oferuje internet, bo właśnie w ten sposób znajdują bandziora i opłacają go. Nie czepiajmy się jednak takich szczegółów, mamy do czynienia z lekką komedią kryminalną, a nie dramatem dbającym o detale.

I wtedy do akcji wkracza jeden z niewątpliwych plusów tej produkcji – Marcin Dorociński. Wiecznie pijany Rosjanin, który nie zabija byle kogo – tylko tych, którzy są nieszczęśliwi. Należy więc uważać, co się przy nim mówi, bo można skończyć w foliowym worku. Jego postać jest świetnie zagrana, zabawna i niesamowicie dopasowana. Po prostu kradnie w filmie każdą scenę. Gościa nie da się nie lubić. Brawo Marcin!

photo: perarnesen; kadr z filmu „Małżeńskie porachunki”

Pech sprawia, że żony głównych bohaterów poznają ów mordercę i dowiadują się o jego zamiarach, więc nie czekając zbyt długo naśladują poczynania swoich mężów. Zatrudniają podobnego specjalistę, a właściwie specjalistkę – starszą angielkę. To również bardzo ciekawa i sprawnie zagrana postać, niestety jej czas ekranowy jest dosyć ograniczony i staje się niewykorzystaną w pełni bohaterką, choć ostatecznie ma duży wpływ na dalszą historię.

photo: kino.dk; kadr z filmu „Małżeńskie porachunki”

Pierwsza połowa filmu oferuje nam raczej humor niższych lotów, najczęściej związany z podtekstami erotycznymi. Oba małżeństwa nie wpływają na widza, który oglądając seans powinien w jakiś sposób wyrobić sobie opinie o nich. Zdecydować, czy ich lubi, czy nie i czy ich decyzje faktycznie są trafne.  W rezultacie wszystko nam jedno, czy to kobiety, czy mężczyźni zostaną zwycięzcami. Nie kibicujemy żadnemu z obozów.  Cała czwórka jest bezczelna wobec siebie, publicznie się obraża i właściwe to poddaje w wątpliwości fakt bycia małżeństwem. Od momentu pojawienia się zabójców, „Małżeńskie porachunki” zaczynają śmieszyć. Dostajemy zabawne zwroty akcji, istny wybuch pomyłek i przedziwnych zbiegów okoliczności.

Poza kryminalnym wątkiem reżyser podejmuje jeszcze inny motyw, a mianowicie ukazanie nam różnych europejskich stereotypów i w sprawny sposób wyśmianie ich poprzez przesadne zobrazowanie. Rosjanin musi być alkoholikiem i pić naprawdę dużo. Jedna ze scen pokazuje stół (jest to naprawdę pokaźny stół!) pełen pustych butelek po alkoholu i leżącego obok Dorocińskiego. Brakuje tylko, aby aktor jeździł na niedźwiedziu, pijąc wódkę i moglibyśmy powiedzieć „Rosja to nie kraj, to stan umysłu”.  Anglia to natomiast symbol honoru i dotyczy to również kodeksu zabójców. Nawet śmierć musi być wykonana dokładnie i elegancko. A po wszystkim najlepiej z wypić filiżankę El Greya. Na szczęście Duńczyk potrafi też żartować z własnej nacji. Przedstawia swoich rodaków jako szarych ludzi, bez większych ambicji, powolnie i skrupulatnie wykonujących swoje zawodowe obowiązki. W zabawny sposób podkreśla, że w życiu Duńczyków nie ma miejsca na cieszenie się ze swoich sukcesów. 

photo: kino.dk; kadr z filmu „Małżeńskie porachunki”

Nie dostajemy komedii na miarę „Jabłek Adama”, ale dzięki Dorocińskiemu i wyśmiewaniu się ze stereotypów dostajemy całkiem przyjemny tytuł. To dosyć nierówna produkcja, w której trzeba przymknąć oko na specyficzny humor i absurdalność sytuacji w pierwszej części filmu oraz słaby montaż. Druga część „Małżeńskich porachunków” jest o wiele lepsza. Pod przykrywką głównego wątku kryminalnego dostajemy inteligentne kino ukazujące w krzywym zwierciadle wizerunek innych narodowości oraz to jak bardzo trzeba się starać, aby utrzymać małżeństwo w ryzach. Czy to jednak wystarcza, aby z czystym sumieniem polecić tę komedię fanom tego gatunku? Jak lubicie Dorocińskiego to warto wydać pieniądze na bilet do kina, a jeśli nie, to zwyczajnie poczekajcie na seans w telewizji lub jakieś tańsze wydanie na DVD.

 

 

Małżeńskie porachunki

50 %
50%Opinia końcowa

Ogólna ocena

You may also read!

Czas apokalipsy – recenzja 4. sezonu „The 100”

RECENZJA ZAWIERA SPOJLERY! „The 100” w 3. sezonie dostał zadyszki i nastąpił spadek formy poprzez wprowadzenie wątku sztucznej inteligencji

Read More...

The 100: Co wiemy o sezonie 5?

Artykuł może zawierać spoilery – jeśli nie widzieliście finałowego odcinka 4. sezonu, wróćcie tutaj po jego obejrzeniu. Co tu

Read More...

The Get Down skasowane.

Netflix kasuje serial Baza Luhrmanna po pierwszym sezonie. „The Get Down” to muzyczny dramat, którego akcja umiejscowiona była w

Read More...

Mobile Sliding Menu