Grawitacja x Obcy: Mixtape- Recenzja filmu „Life”

In Filmy, Recenzje filmów

Ryan Reynolds ponownie spotyka się ze scenarzystami Deadpoola w filmie za 58 milionów dolarów i z kategorią wiekową R. Szczegóły produkcyjne się zgadzają, ale czy i tym razem efekt końcowy jest sukcesem? 

Już od samego początku Life uświadamia nam, że nie będzie filmem oryginalnym. Udawany „mastershot” przedstawiający Międzynarodową Stację Kosmiczną oraz jej załogę, poprzedzony ujęciem przestrzeni kosmicznej wypełnionej jedynie gwiazdami, budzi jednoznaczne skojarzenia z Grawitacją oraz Obcym. Pomimo tego, że nigdy nie zbliża się do geniuszu reprezentowanego przez oba filmy, obraz Daniela Espinosy zawiera wystarczająco dużo trzymającej w napięciu i pomysłowej akcji, by zadowolić fanów gatunku.

Historia koncentruje się na szóstce astronautów. Mają za zadanie odebrać wracające z Marsa próbki gleby. W jednej z nich znajduje się nasz siódmy pasażer, jednokomórkowiec, który otrzymuje imię Calvin. Oczywiście w trakcie badań okazuje się, że Marsjanin bardzo szybko się rozwija, i może przysporzyć naszym bohaterom kłopotów. Ogólny zarys jest bliźniaczo podobny do Obcego, jednak Life posługuje się nieco inną konwencją. Tam Nostromo było gigantycznym statkiem kosmicznym przypominającym gotycki zamek, a technologia przyszłości pozwoliła wyruszać w kosmos zwykłym robotnikom. Tutaj spotykamy się z bardziej realistycznym podejściem. Akcja rozgrywa się współcześnie, a załoga składa się z wykwalifikowanych ekspertów. Wyczuwalny jest zdecydowanie większy nacisk na „science” niż „fiction”. Sam obcy w tym wypadku nie jest niepowstrzymaną maszyną do zabijania, lecz nowym rodzajem dzikiego zwierzęcia, o właściwościach dotąd nieznanych człowiekowi. Dzięki takiemu podejściu, działania Calvina są mniej oczywiste. Design kosmity robi wrażenie. Nie zamierzam mówić o nim zbyt wiele, żeby nie psuć niespodzianki. Calvin rozwija się przez cały film i występuje w kilku formach. Uważam, że to jeden z najciekawszych filmowych potworów ostatnich lat.

Jednak to co w Life działa najlepiej, to dobrze naoliwione mechanizmy space horroru. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna jest tu w pełni wykształconą lokacją z logicznie zaplanowaną przestrzenią. Nie ma żadnych pokojów niespodzianek i paradoksalnych skrótów.Wrażenie izolacji bywa przytłaczające. Szczególne wrażenie robią sceny konfrontacji załogi z Calvinem. Wszystkie kluczowe wydarzenia w scenariuszu wynikają bezpośrednio z charakterystyki miejsca akcji, bohaterów oraz ich przeciwnika. Wiele sekwencji wykorzystuje sposób działania stacji w przekonujący i realistyczny sposób. Prawdopodobieństwo przedstawionych wydarzeń jest najbardziej przerażającym elementem filmu.

Przy budżecie dwa razy niższym od Grawitacji technicznym magikom udało się zrobić film nie odbiegający zbytnio jakością efektów specjalnych. Stacja wygląda jak prawdziwa, a w Calvina niewątpliwie udało się tchnąć „Życie” (badum-tss). Wizualne wrażenia zwiększają przejrzyste i płynne ujęcia Seamusa McGarvey’a. Kamera szybuje przez wąskie korytarze stacji razem z bohaterami skutecznie wciągając widza w środek akcji.

Każdy  został bezpiecznie obsadzony w swoim emploi. Reynolds jest śmieszkiem o złotym sercu, Gylenhaal udręczoną duszą, a Ferguson formalną profesjonalistką. Jak na kino gatunkowe skupione na efektach specjalnych, aktorsko wszyscy wypadli naprawdę nieźle. Wiadomo, że w tego typu produkcji postacie nie zostaną zbyt pogłębione, lecz w pierwszym akcie zostaje im poświęcone wystarczająco dużo czasu, by widowni mogło zależeć na ich życiach. Jake Gylenhaal, Ryan Reynolds i Rebecca Ferguson stanowią bardziej rozpoznawalną połowę obsady. Z drugiej połowy uważny widz może rozpoznać jedynie japońskiego aktora Hiroyuki’ego Sanadę, który pojawiał się już na drugim planie w amerykańskich produkcjach. Twórcy wydają się świadomi tego faktu, więc proporcje czasu ekranowego poszczególnych aktorów mogą zaskoczyć niejednego widza.

Poza brakiem oryginalności jedyną wadą obrazu jest okazjonalne traktowanie widza jako osoby niezbyt bystrej. Zdarza się, że postacie kwitują to, co widać na ekranie tylko po to, żeby mniej światli odbiorcy nie pogubili się w akcji. Poza tym film nie posiada żadnego ciekawego motywu oprócz oklepanej naukowej ciekawości jako pierwszego stopnia do piekła. Jednak co z tego, skoro akcja bezlitośnie trzyma w napięciu, prowadząc do bardzo dobrego, satysfakcjonującego zakończenia? Siła Life nie leży w świeżości pomysłu, lecz w świetnym wykorzystaniu istniejącej formuły. Więc jeśli koncept Obcego nakręconego przy użyciu najnowszych technologii w realistycznej konwencji wydaje się wam interesujący, to przy tym filmie będziecie się bardzo dobrze bawić.

Life

6.5/10
6.5/10Opinia końcowa

Ogólna ocena

You may also read!

,,The Greatest Showman” zbliża się wielkimi krokami!

Kilka dni temu 20th Century Fox udostępniło kolejny zwiastun do swojej najnowszej produkcji z Hugh Jackmanem w roli głównej,

Read More...

Fantastyczne zwierzęta i zbrodnie Jacka Sparrow’a!

Studio Warner Bros. udostępniło niedawno film promocyjny, ukazujący postaci z najnowszej odsłony nowej trylogii pióra J.K. Rowling, ujawniając tym

Read More...

,,Iniemamocni” powracają – pierwszy teaser!

Disney Pixar opublikował wczoraj pierwszy teaser trailer do sequela jednego ze swoich najlepszych produkcji, czyli „Iniemamocnych”. Przedstawiamy  materiał, który

Read More...

Mobile Sliding Menu