Mistrz kierownicy ucieka- Recenzja „Baby Driver” z okazji premiery Blu Ray/DVD

In Filmy, Recenzje filmów, Wszystkie recenzje

Mówi się, że film rodzi się trzy razy. Podczas pisania scenariusza, w czasie produkcji, oraz na montażowym stole (czytaj: komputerze). W przypadku Edgara Wrighta jestem pewien, że rodzi się tylko raz. W jego głowie. To reżyser o niezwykle silnej wizji i filmowej wyobraźni. Oglądając jego filmy jest się pewnym, że ich wyrafinowana forma nie jest dziełem przypadku, lecz wynikiem starannych przygotowań i precyzyjnego wykonania. Wright jest jednym z autorów nowego kina gatunkowego, których filmy czerpią od kultury to, co oczywiste, i zwracają pożyczkę w niebanalny sposób. 

W „Baby Driver” Wright bierze na warsztat klasyczne amerykańskie kino sensacyjne z samochodami w rolach głównych. Naszym bohaterem jest Baby, zadłużony u gangstera młody chłopak, z niesamowitym talentem do prowadzenia czterech kółek, muzyczną pasją i sercem ze złota. Gdy zakochuje się w uroczej kelnerce, postanawia zerwać z życiem kryminalisty. Jednak jak to zazwyczaj bywa, z takiego środowiska ciężko wydostać się, pozostając przy życiu.

Źródło: Trailer Youtube

Opis fabuły brzmi tendencyjnie. U przeciętnego reżysera w efekcie końcowym otrzymalibyśmy niegodny zapamiętania thriller, sprzedawany na stacjach benzynowych za dziesięć złotych. Nie u Wrighta. Jego modus operandi polega na wzięciu cech charakterystycznych gatunku i wykorzystaniu ich do opowiedzenia własnej historii, nietypowej dla zastosowanego klucza stylistycznego. W „Wysypie żywych trupów” mieliśmy do czynienia z komedią romantyczną, w której przypadkiem znalazły się zombie. Natomiast „Baby Driver” jest brawurowym destylatem gatunków. Z samochodowym kinem sensacyjnym idzie tu pod rękę musical, komedia, melodramat i nienachalny podtekst psychologiczny. Eskapizm jest tu słowem-kluczem. Baby używa muzyki by maksymalnie skupić się podczas pościgów oraz by odciąć się od brutalnego i brzydkiego świata przestępczości. Używa jej do ucieczki, a także, by uciec – od zmartwień, otaczających go złych ludzi i bolesnych wspomnień po rodzicach. To ten rodzaj kina rozrywkowego, który można oglądać jako niezobowiązującą rozrywkę, jednak pod powierzchowną warstwą sjużetu kryje się niespodziewane bogactwo znaczeń. Bohaterowie grani przez Kevina Spacey’ego, Jona Hamma i Jamiego Foxxa stanowią różne odcienie ojcowskich figur dla bohatera, stawiają różne wyzwania jego męskości i moralności. Deborah, kelnerka, w której się zakochuje, pracuje w tym samym miejscu co jego matka, a broń palna jest w obrazie używana jako symbol falliczny. Czego jak czego, ale nie spodziewałem się Freuda w bezpretensjonalnym kinie sensacyjnym.

Ten dysonans pomiędzy faktyczną tematyką filmu, a jego konwencją działa jednak przede wszystkim dzięki jego warstwie warsztatowej. W przestrzeni wizualnej przedstawiona jest dynamika relacji między postaciami. Baby zazwyczaj siada z daleka od innych uczestników napadu, izoluje się od nich. Każda postać ma przypisany kolor garderoby oddający jej charakter. Jednak konwencję najlepiej sprzedaje montaż dopasowany do muzyki, która towarzyszy bohaterom i widzom przez prawie cały czas trwania. Więcej, to nie jest film jedynie zmontowany do muzyki, on został do niej nakręcony. Wright ułożył z aktorami choreografię, a także wyposażył ich w małe słuchawki, na których puszczane były piosenki wykorzystane w danej scenie. W ten sposób film nie staje się niewolnikiem soundtracku, lecz oddycha nim. Dzięki temu „Baby Driver” okazał się jednym z najlepiej zmontowanych filmów, jakie w życiu widziałem. Scena pieszego pościgu z pokonywaniem przeszkód terenowych i wystrzałami w rytm „Hocus Pocus” zespołu Focus to rzecz piękna. Zdjęcia Billa Pope’a mądrze nie wchodzą w drogę wyrafinowanym cięciom i prezentują się dość przejrzyście. Kamera zawsze trzyma kluczowe elementy ujęcia w centrum uwagi, żeby widz mógł je od razu zauważyć, pomimo szybkiego tempa montażu. Jednak Pope nie dał się całkowicie zagłuszyć i wykorzystał dwa środki stylistyczne, które w nieinwazyjny sposób nadają stronie wizualnej odpowiedni dla konwencji charakter. Zwiększył temperaturę barw, by oddać pozytywne nastawienie bohatera, a także użył moich ulubionych anamorficznych obiektywów. To one odpowiadają za charakterystyczne szerokie pole widzenia, lepsze odcięcie postaci od tła, wydłużone, owalne plamy światła i najszerzej znane ze Star Treków J.J Abramsa halacje (znane także jako flary).

źródło: Trailer Youtube

Warstwa merytoryczna i techniczna schodzą się w perfekcyjny sposób, tworząc dzieło, które wyłamuje się gatunkowym ograniczeniom. To film podwyższonej rzeczywistości, w którym publiczne pralnie mogą być romantyczne, muzyka gra wiecznie, a Bohater zdobywa dziewczynę zgodnie ze starym amerykańskim kinofilskim prawidłem. To lekki seans skrywający w sobie pole do głębszej interpretacji, pełen energii i optymizmu. Nie pamiętam kiedy poprzednio film nie udający „Wielkiego Kina” sprawił, że gdy wyszedłem z sali kinowej Słońce świeciło nieco jaśniej, a Ja uwierzyłem, że wszystko jest możliwe.

 

Ocena Ogólna:
10/10
10/10

You may also read!

,,The Greatest Showman” zbliża się wielkimi krokami!

Kilka dni temu 20th Century Fox udostępniło kolejny zwiastun do swojej najnowszej produkcji z Hugh Jackmanem w roli głównej,

Read More...

Fantastyczne zwierzęta i zbrodnie Jacka Sparrow’a!

Studio Warner Bros. udostępniło niedawno film promocyjny, ukazujący postaci z najnowszej odsłony nowej trylogii pióra J.K. Rowling, ujawniając tym

Read More...

,,Iniemamocni” powracają – pierwszy teaser!

Disney Pixar opublikował wczoraj pierwszy teaser trailer do sequela jednego ze swoich najlepszych produkcji, czyli „Iniemamocnych”. Przedstawiamy  materiał, który

Read More...

Mobile Sliding Menu