Niedogotowane warzywo – recenzja filmu ,,Nazywam się Cukinia”

In Recenzje filmów

Mogłoby się wydawać, że życie dziecka pozbawione jest poważnych problemów. Nie bez przyczyny z każdej strony otaczają nas teksty kultywujące beztroskę i piękno dzieciństwa, gloryfikujące spontaniczność i dobrą zabawę, ale pomijając przy tym jeden bardzo istotny aspekt – perspektywę.

Pomimo tego, jakie wyobrażenie o byciu dzieckiem panuje w kulturze, wczesny etap życia każdego człowieka spotyka się z wielkim lekceważeniem i bagatelizowaniem jego trudności. Co więcej, przy ignorowaniu takich rozterek jak brak czerwonej kredki, duża część dorosłych nie frapuje się już także problemami niekwestionowanie poważnymi, takimi jak bycie porzuconym lub nękanym. A dzieci zwykle z tymi swoimi tragediami muszą radzić sobie same.

Książka ,,Nazywam się Cukinia” jest autobiografią pisarza Gillesa Parrisa z 2007 roku; źródło obrazka

Tego tematu jednak w 2014 roku nie podchwyciła adaptacja książki uważanej przez wielu za najważniejszą i najmądrzejszą naszych czasów – ,,Mały Książę”. Film bowiem próbował utrwalić wizerunek dziecka jako niesfornego i wolnego chochlika, zwodząc przy okazji, że dziecięce spojrzenie na świat to lekarstwo na życie i jego bolączki, bo przecież bycie dorosłym jest tak wymagające. Tym bardziej wprowadzenie w świat nowego filmu Claude Barrasa ,,Nazywam się Cukinia” satysfakcjonuje o tyle, że zupełnie z innej strony przedstawione zostaje tam dzieciństwo.

Już na samym początku, dzięki brzydkiej scenografii i projektom postaci, możemy domyślić się, że mamy do czynienia z nieprzyjaznym światem rzucającym wyzwanie. Naiwne i niewinne obchodzenie się z nim przez głównego bohatera stoi w kompletnej opozycji do jego tragicznej sytuacji, i bynajmniej „dziecięca wyobraźnia” nie przedstawia się tutaj urokliwie.

Symbolika nawiązująca do mitu o Dedalu i Ikarze jest obecna w całym filmie; źródło obrazka

Francusko-szwajcarska adaptacja książki „Nazywam się Cukinia” to opowieść o osieroconym chłopcu, Ikarze (wolącym nazywać się Cukinią), który przenosząc się po śmierci matki do domu dziecka musi uporządkować swoje życie i przystosować się do nowego środowiska. Tam wraz z sześciorgiem innych dzieciaków stara się odnaleźć w niedoli i zaznać szczęścia przy okazji nawiązując nowe, nieznane mu wcześniej relacje.

Mamy w takim wypadku do czynienia z melancholijną opowieścią klimatem przypominającą ,,Koralinę i tajemnicze drzwi” (2009) czy filmy Tima Burtona. Smutne, wielkie oczy wpatrzone w zupełnie obcy, odgrodzony społecznymi standardami świat, który nawet nie jest ziemią obiecaną, a bardziej nierealną fantazją. Wśród wyzwisk, krótkotrwałych sprzeczek czy sprośnych żartów rysuje się obraz dziecka wrzuconego w wyjątkowo trudne warunki podczas i tak już problematycznego okresu w życiu. Przy czym sama otwartość i lawirowanie wokół seksualnych podtekstów nie jest obca francusko-szwajcarskiej popkulturze, czego przykładem jest między innymi animowany serial na podstawie serii komiksów szwajcarskiego rysownika Phillippe’a Chappuisa,,Titeuf”. I tak jak podejmowanie takich odważnych motywów zwiększa wiarygodność całej historii o ciekawskich dzieciach, tak budowanie humorystycznych scen jedynie na tego rodzaju żartach i nawiązaniach, staje się równie męczące i irytujące jak powtarzane żarty o puszczaniu gazów.

Budowanie relacji między postaciami, choć mogło przypominać to z serii książek o francuskim ,,Mikołajku” autorstwa Sempé i Goscinny’ego, wypada na ich tle bardzo blado. Najbardziej wadzą w tym nierozwinięte charaktery postaci, wykreowane na podstawie jednej cechy, które z perspektywy całego filmu mają być jedynie symbolami konkretnych krzywd i tragedii, jakich mogą doświadczyć dzieci w rodzinie. Czyni to z bohaterów listę anonimowych ofiar, które odchodzą w zapomnienie przy konfrontacji z prawdziwymi ludźmi. A taką żywą i wiarygodną postacią bez wątpienia w całym utworze jest Simon, syn narkomanów, który pełni rolę wroga, przyjaciela i mentora dla głównego bohatera. Cała energia, którą spokojnie można było rozłożyć na pozostałe postaci, została wykorzystana na jednego chłopca, który wzbudza emocje, reaguje nieszablonowo, szokuje i prowadzi całą akcję filmu do przodu. To on jest tutaj głównym bohaterem – nie Cukinia.

Film charakteryzuje się flegmatycznym i zagubionym głównym bohaterem, zdominowanym przez postać drugoplanową; źródło obrazka

W ostateczności cała koncepcja mrocznego stylistycznie filmu o dzieciach wygląda bardzo interesująco, ale tylko wizualnie. Długie ujęcia i powolne tępo nie są w stanie pogodzić ze zbyt krótkim formatem (66 minut). Przez to ilość wydarzeń sprawia, że akcja pędzi jak szalona, nie pozostawiając nam chwili na oswojenie się z tym, czego mieliśmy przed chwilą okazję doświadczyć. W ledwie ponad godzinie nie udało się także rozpisać postaci dorosłych, którzy stojąc do siebie w kontraście są tylko albo dobrzy, albo źli. Przy czym dosłowność ich charakterystyki nie różni się od tych wszystkich kolorowych i wyidealizowanych filmów dla dzieci, w opozycji do których, domyślam się, miała stać produkcja. Okazuje się bowiem, że w całym tym potwornym i niepokojącym świecie jest zdecydowanie za dużo ciepła i dobra, a to kłóci się z budowaną melancholijną atmosferą.

Film zdobył nagrodę Cezara w 2017 roku oraz kandydował do Oscara obok takich animacji jak ,,Kubo i dwie struny” oraz ,,Zwierzogród”; źródło obrazka

Wykorzystująca charakterystyczną teksturę plasteliny animacja po-klatkowa okazuje się być idealną formą do opowiedzenia o dzieciach z trudną przeszłością w posępnym domu dziecka. Nie uciekając się do dosłownego kina aktorskiego, twórcy mogli stworzyć oniryczną przestrzeń, w którą łatwo wprowadzić niewyidealizowane elementy życia. Jaskrawe, dominujące kolory scenografii w połączeniu z szarymi i brudnymi odcieniami nadają całej oprawie graficznej charakterystyczny, groteskowy wyraz. Przy zestawieniu motywu bezwzględnego otoczenia oraz bezbronnego dziecka rozwiewającego wokół aurę beztroski twórcom udało się osiągnąć pewnego rodzaju naturalistyczne zacięcie. 

Niestety, całość okazuje się być pusta jak puszka po piwie, będąca pamiątką Ikara po matce-alkoholiczce. Film nie ma do zaoferowania nic więcej poza scenami mających zwrócić uwagę widza na patologię i los dzieci w domach dziecka. Naiwne i powierzchowne budowanie ckliwych scen nie znajdzie poklasku u widza, któremu nie obce są dokonania światowej animacji, a budujące zakończenie bynajmniej nie podniesie na duchu kogoś, kto rzeczywiście przeżywa w swoim życiu tragedię.

Ogólna ocena:
6/10
6/10

You may also read!

,,Iniemamocni” powracają – pierwszy teaser!

Disney Pixar opublikował wczoraj pierwszy teaser trailer do sequela jednego ze swoich najlepszych produkcji, czyli „Iniemamocnych”. Przedstawiamy  materiał, który

Read More...

Sprawiedliwość z taśmy – Recenzja „Ligii Sprawdliwości”

Pięć miesięcy temu napisałem, że „Wonder Woman” może być zwiastunem lepszej przyszłości dla mocno kulejącego DCEU. Po seansie „Ligii

Read More...

Czy zobaczymy wreszcie co działo się z Neganem od ataku na bazę?

WPIS ZAWIERA SPOILERY Z NAJNOWSZEGO ODCINKA W przyszłym tygodniu fani The Walking Dead w końcu dowiedzą się, co działo

Read More...

Mobile Sliding Menu