Z ZAKURZONEJ PÓŁKI: Somewhere. Między miejscami.

In Felietony i eseje, Filmy, Z zakurzonej półki

Po pustynnym torze pędzi czarne ferrari, pojawia się i znika za kadrem raz po raz. Jego silnik brzmi jak natrętny komar, krążący wokół ucha. Po kilku okrążeniach wysiada z niego mężczyzna w rozwiązanych butach, spoglądający w pustą przestrzeń. Tak zaczyna się należący do nurtu kina „slow” komediodramat Sofii Coppoli. Film równie intrygujący, co irytujący.

Johnny Marco to sławny hollywoodzki aktor, lunatykujący przez życie człowiek sukcesu. Imprezy, prywatny striptiz, konferencje prasowe, przygodne stosunki z fankami. To wszystko dla Johnny’ego jest nieznośną rutyną, hedonistycznym chlebem powszednim. Jedynym ratunkiem przed ściskającą go za serce anhedonią są spotkania z córką z nieudanego małżeństwa, Cleo. Trafia mu się dobra okazja do spędzenia z nią czasu, ponieważ była żona przechodzi załamanie nerwowe i zostawia dziewczynkę pod jego opieką.

Coppola zaprasza nas do wskoczenia w wyżej wymienione, niedbale założone buty bohatera. W obrazie nie ma ani jednej sceny bez jego udziału, rzadko trafia się nawet ujęcie nie zawierające jego nieco zniszczonej przez nałogi twarzy. To studium postaci w czystej formie, mniej ważny jest tu ciąg przyczynowo-skutkowy od zgłębienia stanu psychicznego Marco. Jesteśmy razem z nim pod prysznicem, palimy papierosy na kanapie, pijemy drinki. Z początku może to nieco denerwować, ponieważ Johnny nie należy do najbardziej fascynujących bohaterów kina. Gdy podczas wywiadu pada pytanie „Kim jest Johnny Marco?”, które przez cięcie montażowe pozostaje pytaniem retorycznym, łatwo odpowiedzieć „Kolejnym upadłym gwiazdorem” i zarzucić filmowi pretensjonalność. Jednak w trakcie seansu coraz łatwiej zauważyć, że Marco jest równie zażenowany i rozczarowany swoim życiem, jak wielu obserwujących je widzów. Obraz Coppoli nie jest pod żadnym pozorem odkrywczy. Dlatego powolne, pozbawione konfliktu sceny mogą zrazić mniej wyrozumiałych widzów. Pozostałych czeka dość unikalne, empiryczne doświadczenie życiowej nudy człowieka, który u większości szarych obywateli wzbudza zazdrość.

„Somewhere. Między miejscami” reż.Sofia Coppola

Kamera reżyserki to przyziemna, wyposażona w standardowy, sferyczny obiektyw obserwatorka rzeczywistości. Widziane przez nią kolory są naturalne, jej kadrowanie proste i pozornie niedbałe, ale przemyślane w każdym calu. Montaż jest wolny i funkcjonalny, nie wchodzący w drogę podczas projekcji. Dzięki takiemu stylowi warsztatowemu, ciężar utrzymania zainteresowania widza spada na aktorów, którzy unoszą go z powodzeniem. Stephen Dorff i Elle Fanning jako Johnny i Cleo są sercem filmu. Ich aktorstwo jest stonowane, subtelne. Dialogi są dosyć oszczędne, reżyserka skupia się głównie na ich mimice i mowie ciała. Ta naturalność czyni ich relację bardzo autentyczną, a ich wspólne sceny są najciekawsze, najcieplejsze i najbardziej angażujące w całym filmie. W tych chwilach nuda i powierzchowność znikają bez śladu. Ciężko nie zostać poruszonym, gdy niewinna chęć małej dziewczynki do gotowania Mac n’ Cheese i grania z tatą w Guitar Hero może choć na chwilę wyrwać go ze zblazowanego świata pięknych samochodów i szybkich kobiet. Może Coppola nie odkrywa tutaj niczego nowego, ale na boleśnie dosłownym przykładzie ukazuje, że pieniądze to nie wszystko, a w życiu piękne są tylko chwile.

You may also read!

,,Iniemamocni” powracają – pierwszy teaser!

Disney Pixar opublikował wczoraj pierwszy teaser trailer do sequela jednego ze swoich najlepszych produkcji, czyli „Iniemamocnych”. Przedstawiamy  materiał, który

Read More...

Sprawiedliwość z taśmy – Recenzja „Ligii Sprawdliwości”

Pięć miesięcy temu napisałem, że „Wonder Woman” może być zwiastunem lepszej przyszłości dla mocno kulejącego DCEU. Po seansie „Ligii

Read More...

Czy zobaczymy wreszcie co działo się z Neganem od ataku na bazę?

WPIS ZAWIERA SPOILERY Z NAJNOWSZEGO ODCINKA W przyszłym tygodniu fani The Walking Dead w końcu dowiedzą się, co działo

Read More...

Mobile Sliding Menu